Obeszliśmy okolicę, gdzie królowały sówki...
...i wiewiórki, a następnie wjechaliśmy wyciągiem na Palenicę. Mamy nawet zdjęcia w czasie jazdy, ale takie prawdziwe. Zeskanujemy je w najbliższym czasie. Na Palenicy znajduje się zjeżdżalnia grawitacyjna, rynnowa. Po pierwszej przejażdżce z tatą Olga zawrzasnęła "Jeszczeeeeeee!" i usadowiła się w saneczkach ze Sławkiem.
I tyle ich było widać...
Dopóki nie pojawili się z drugiego końca toru.
Następnie wspięliśmy się na Szafranówkę, skąd podziwialiśmy widoki.
Później ruszyliśmy w stronę schroniska Pod Orlicą, niestety na naszej drodze wyrosły bardzo strome skałki, które zmieniły trekking w rock climbing, a nawet nadupiezjazding ;) W tym ostatnim celowała zwłaszcza pisząca te słowa. Dlatego kiedy z naprzeciwka nadeszli turyści, ostrzegający przed jeszcze trudniejszym odcinkiem, niewiele myśląc skierowaliśmy swe kroki żółtym szlakiem na Słowację, do Lesnicy. Doszliśmy w końcu do Dunajca.
A później, ścieżką pieszo-rowerową powędrowaliśmy wzdłuż rzeki z powrotem do Szczawnicy, po drodze natrafiając na taką jaskinię:Dzień zakończono pstrągową ucztą i jazdą w niebywałym korku w stronę domu. Na szczęście za mostem w Krościenku korek się rozładował, a my pomknęliśmy w stronę Mielca, gdzie dotarliśmy ok. 23, zaledwie dwie godziny później, niż to było w planach.

















