- Igor, powiedz "czapeczka".
- Czaczepka. Cza-czep-ka. Ka-pecz-ka. Sama sobie powiedz!
~~~
- Igor, co to za kropki mam na ręce? Jak one się nazywają?
- Pieprzki.
czwartek, 12 czerwca 2014
sobota, 22 marca 2014
Zoologia rolnicza stosowana
Igor: Kokoska to taki kogut jest.
Tata: Nie, to kurka, co ma małe kurczaczki.
Igor: Psesadzas, kogut jest tatą kurcacków, to jest kokoskiem pseciez!
No. Jak nie patrzeć.
Tata: Nie, to kurka, co ma małe kurczaczki.
Igor: Psesadzas, kogut jest tatą kurcacków, to jest kokoskiem pseciez!
No. Jak nie patrzeć.
czwartek, 13 marca 2014
Mówi
Tatuś (z troską): I jak twój katarek?
Igor (nabierając powietrza): Pokazę ci!
Tatuś z refleksem, z chusteczką zdążył.
Igor (nabierając powietrza): Pokazę ci!
Tatuś z refleksem, z chusteczką zdążył.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Airshow Radom 2013
Wczoraj byliśmy na tym całym Airshow :)
Wstaliśmy 4:30 i to po kiepskiej nocce (Igor się po nas mocno czołgał). Dzieciątko duże nocowało u babci i zrezygnowało z naszej imprezy na rzecz lokalnych dożynek i koncertu folkowego. Dzieciątko małe poderwało się o 5 w gotowości bojowej :))
W drodze nadziwić się nie mogliśmy tirom wyprzedzającym na trzeciego. Ludziom jeżdżącym setką w terenie zabudowanym. Znakom o owym terenie, ustawionym w krzakach, by przypadkiem kierowcy się nie przejęli.
Weszliśmy na teren lotniska punkt 8, w momencie otwarcia bram. Cisza, spokój, brak kolejek. Ochroniarze nie trzepali ludzi z wózkami, można było cudawianki wnieść, my mieliśmy tylko kilka małych buteleczek wody.
Obejrzeliśmy wystawę statyczną, pozaglądaliśmy do straganów poszczególnych sił zbrojnych (Panicz załapał się na naklejkę NSR i smyczkę od Wojska Polskiego - Panowie z tego namiotu byli przecudni) a ja kupiłam najlepszą kawę w życiu. Generalnie Panicz bawił się grzecznie jak aniołek, a gdy właśnie zaczął się pokaz któregoś odrzutowca i zasłoniłam mu uszy poduszeczką i ręką (kto nie pomyślał o słuchawkach bhp, no kto? Nie ja - nawet nie wiedziałam, że będzie tak głośno :/ ), natychmiast usnął i sporą część hałasu przedrzemał, troskliwie przeze mnie korkowany.
Ze wszystkich pokazów najbardziej podobały mi się akrobacje w wykonaniu olbrzymiego transportowca, kuzyna Herkulesa - C-27j.
Wstaliśmy 4:30 i to po kiepskiej nocce (Igor się po nas mocno czołgał). Dzieciątko duże nocowało u babci i zrezygnowało z naszej imprezy na rzecz lokalnych dożynek i koncertu folkowego. Dzieciątko małe poderwało się o 5 w gotowości bojowej :))
W drodze nadziwić się nie mogliśmy tirom wyprzedzającym na trzeciego. Ludziom jeżdżącym setką w terenie zabudowanym. Znakom o owym terenie, ustawionym w krzakach, by przypadkiem kierowcy się nie przejęli.
Weszliśmy na teren lotniska punkt 8, w momencie otwarcia bram. Cisza, spokój, brak kolejek. Ochroniarze nie trzepali ludzi z wózkami, można było cudawianki wnieść, my mieliśmy tylko kilka małych buteleczek wody.
Obejrzeliśmy wystawę statyczną, pozaglądaliśmy do straganów poszczególnych sił zbrojnych (Panicz załapał się na naklejkę NSR i smyczkę od Wojska Polskiego - Panowie z tego namiotu byli przecudni) a ja kupiłam najlepszą kawę w życiu. Generalnie Panicz bawił się grzecznie jak aniołek, a gdy właśnie zaczął się pokaz któregoś odrzutowca i zasłoniłam mu uszy poduszeczką i ręką (kto nie pomyślał o słuchawkach bhp, no kto? Nie ja - nawet nie wiedziałam, że będzie tak głośno :/ ), natychmiast usnął i sporą część hałasu przedrzemał, troskliwie przeze mnie korkowany.
Ze wszystkich pokazów najbardziej podobały mi się akrobacje w wykonaniu olbrzymiego transportowca, kuzyna Herkulesa - C-27j.
Źródło: wikipedia.
Wszystko inne nie było jakąś szczególną nowością, na świeżo miałam akrobacje Biało-czerwonych Iskier (z ich sercem przebitym strzałą - ze wszystkich serc wymalowanych dymem ze smużyc to było najfajniejsze), a w pamięci ćwiczenia bojowe myśliwców, obserwowane kiedyś na polskim niebie zupełnym przypadkiem. Ale pulchny i ociężały transportowiec fikający beczki i pętle - to było coś!
Paniczowi najbardziej podobały się dobrze mu znane Iskry, hałas zniósł więcej niż mężnie ("Mama, ziaknij mi usi, ja się bawię!") i imitował swoijm samolocikiem dopalacze myśliwców i obserwowane figury. W ogóle grzeczny był jak anioł
Wróciliśmy koło 23, w sam raz, by zobaczyć miejski pokaz fajerwerków, kończący Dni Miasta ;)))
środa, 24 lipca 2013
czwartek, 25 kwietnia 2013
wtorek, 23 kwietnia 2013
środa, 17 kwietnia 2013
Ile czasu nas tu nie było!!!
Była zima, o taka:
Ale że IMiGW grozi powodziami, Panicz się zabezpieczył:
A potem to już poszło... Wiosna na całego :) W końcu!
Ale że IMiGW grozi powodziami, Panicz się zabezpieczył:
A potem to już poszło... Wiosna na całego :) W końcu!
wtorek, 25 grudnia 2012
czwartek, 15 listopada 2012
Co mówi Panicz?
- Powiedz "mama".
- Mama.
- Powiedz "tata".
- Tata.
- Powiedz "Olga".
- O!
- Powiedz "auto".
- O, bu!
Słownik:
dli - światło
kaka - ptak; kaszka
bu - auto
niau - kotek
liuliu - królik
łoł - piesek
dila - picie
niam - jedzenie
ma - nie ma
Słowa "ludzkie": mama, tata, tu, tam, nie, ja.
I jeszcze:
- Chodź, idziemy na nocnik.
- O, nie nie. Napebo nie!
- Mama.
- Powiedz "tata".
- Tata.
- Powiedz "Olga".
- O!
- Powiedz "auto".
- O, bu!
Słownik:
dli - światło
kaka - ptak; kaszka
bu - auto
niau - kotek
liuliu - królik
łoł - piesek
dila - picie
niam - jedzenie
ma - nie ma
Słowa "ludzkie": mama, tata, tu, tam, nie, ja.
I jeszcze:
- Chodź, idziemy na nocnik.
- O, nie nie. Napebo nie!
piątek, 2 listopada 2012
niedziela, 8 lipca 2012
Olga i Igor
Olga i Igor w jednym stali domu,
Olga na górze, a Igor na dole;
Olga, spokojna, nie wadzi nikomu,
Igor najdziksze wymyśla swawole.
Ciągle poluje po swoim pokoju:
To pies, to zając — między stoły, stołki
Goni, ucieka, wywraca koziołki,
Strzela i trąbi, i krzyczy do znoju.
Znosi to Olga, nareszcie nie może;
Schodzi do brata i prosi w pokorze:
— Zmiłuj się waćpan, poluj ciszej nieco,
Bo mi na górze szyby z okien lecą.
— A na to Igor: —Ljoko, tljoko, ljoki tljoku.
— Cóż byłe mówić? Olga ani piśnie,
Wróci do siebie i czapkę naciśnie.
Nazajutrz Igor jeszcze smacznie chrapie,
A tu z powały coś mu na nos kapie.
Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.
Sztuk! puk — Zamknięto. Spogląda przez dziurę
I widzi… Cóż tam? cały pokój w wodzie,
A Olga z wędką siedzi na komodzie.
— A ljoko tljoko? — Ryby sobie łowię.
— A źleeee, bach! Źleeee!
A Olga na to: — Wolnoć, Tomku, W swoim domku.
— Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
Jak ty komu, tak on tobie.
Olga na górze, a Igor na dole;
Olga, spokojna, nie wadzi nikomu,
Igor najdziksze wymyśla swawole.
Ciągle poluje po swoim pokoju:
To pies, to zając — między stoły, stołki
Goni, ucieka, wywraca koziołki,
Strzela i trąbi, i krzyczy do znoju.
Znosi to Olga, nareszcie nie może;
Schodzi do brata i prosi w pokorze:
— Zmiłuj się waćpan, poluj ciszej nieco,
Bo mi na górze szyby z okien lecą.
— A na to Igor: —Ljoko, tljoko, ljoki tljoku.
— Cóż byłe mówić? Olga ani piśnie,
Wróci do siebie i czapkę naciśnie.
Nazajutrz Igor jeszcze smacznie chrapie,
A tu z powały coś mu na nos kapie.
Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.
Sztuk! puk — Zamknięto. Spogląda przez dziurę
I widzi… Cóż tam? cały pokój w wodzie,
A Olga z wędką siedzi na komodzie.
— A ljoko tljoko? — Ryby sobie łowię.
— A źleeee, bach! Źleeee!
A Olga na to: — Wolnoć, Tomku, W swoim domku.
— Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
Jak ty komu, tak on tobie.
środa, 4 lipca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























